Historia

– 2007 –

Nie mogłam mieć psa, więc koniecznie chciałam dużego kota, a że miłość do Kotów Norweskich była miłością od pierwszego wejrzenia to wybór był oczywisty.

Jako pierwsza, trafiła do nas Ginger z hodowli Togo*PL. Kilka dni później dołączyła do Niej Happy Hannah z tej samej hodowli. W zasadzie to pojechałam do hodowli po Hankę. Fakt, że wróciłam z Ginger wynikał z tego, że czarnym, gładkim szylkretkom, ciężko jest zrobić atrakcyjne zdjęcie. Na miejscu, to właśnie Ginger podbiła moje serce.

Zachowaniem, koty norweskie leśne bardziej przypominają psa, niż typowego kota. Aportują, uwielbiają wodę, są duże, pełne ekspresji i ciekawości, a do tego spośród wszystkich rasowych kotów są zdecydowanie najpiękniejsze. W ten sposób narodziła się moja pasja, którą chciałam rozwijać i pielęgnować.

2008

W kwietniu postanowiłam zarejestrować przydomek hodowlany. Okazało się jednak, że wybór odpowiedniej nazwy, nie jest taki prosty. Minął miesiąc, nim udało mi się wybrać odpowiednią.

Formellot w języku quenejskim znaczy „Kwiat Północy”. Nazwa ta, nawiązuje do położenia kraju, z którego pochodzą nasze koty oraz do tolkienowskiej twórczości, którą bardzo lubię.

W maju otrzymałam certyfikat rejestracji nazwy hodowli w Polskiej Federacji Felinologicznej Felis Polonia.

Na liście naszych planów, znajdował się kocurek. Miał być klasyczny pręgus, koniecznie z białym. Nie spodziewałam się, że moje kocie marzenie, tak szybko się spełni. Gdy ujrzałam Jego zdjęcie w internecie, wiedziałam, że to jest TEN kot. Drakula z hodowli Chaton Roux*PL, przyjechał do nas w dniu moich imienin i całkowicie mnie w sobie rozkochał.

– 2013 –

Zawirowania w życiu osobistym i przeprowadzki zmusiły mnie do tymczasowej rezygnacji z wyjazdów na wystawy. Miałam świadomość, że oznacza to również zawieszenie działalności hodowlanej na czas bliżej nieokreślony.

– 2014 –

Koty były coraz starsze, nie planowałam powrotu do hodowli, więc z czasem wszystkie zostały poddane kastracji. Wyszłam z założenia, że z kastratem na wystawy też mogę jeździć, a kotkom chciałam zaoszczędzić atrakcji związanych z rujami.

– 2015 – 2018 –

Moja ciąża i pojawienie się dziecka trochę pokrzyżowały plany związane z powrotem na wystawy. Czas natomiast pokazał, że zdrowie jest najważniejsze oraz, że nic nie trwa wiecznie.

W grudniu 2017 nagle odszedł od nas cornish rex How-Dy-Do, a kilka miesięcy później, w maju 2018 okazało się, że Astral ma ogromnego guza mózgu w skrajnie zaawansowanym stadium, więc straciliśmy również Jego.

– 2019 –

W październiku Ginger była nieco osowiała. Kiedy załatwiła się obok kuwety, natychmiast postanowiłam sprawdzić, co się dzieje. Wizyta u weta, leczenie wyimaginowanego przeziębienia i nietrafiona diagnoza. Kot zamiast czuć się lepiej, wyraźnie opadał z sił. Zmiana weterynarza, ponowne badanie i prawidłowa diagnoza – mocznica, która niestety pojawiła się zbyt późno. Odeszła pod koniec października, a ja kompletnie się rozsypałam.

Jakby tego było mało, kilka dni później odszedł również Delhi, kociak z miotu „D”, który mieszkał u moich rodziców.


Serce pękło mi na milion kawałków. Było mi smutno i obiecywałam sobie, że już nigdy więcej żadnych zwierząt. Nie chciałam ponownie przez to przechodzić. Została z nami Hannah oraz Drakula – to w zupełności wystarczy. Tak sobie tłumaczyłam, a później zobaczyłam to zdjęcie…

Wenus KotyAniPL

…i poczułam to coś, czego do dzisiaj nie jestem w stanie wyjaśnić. Mówi się, że koty, które od nas odeszły, wracają do nas, ale w innym futerku. Coś w tym musi być. To zdjęcie bowiem sprawiło, że serce zabiło mi mocniej, a ja ujrzałam w tej maleńkiej kotce moją ukochaną Ginger.