16.09.2015: 5 lat miotu „C”

Zupełnie nie wiem kiedy to zleciało. Pewnie bym to przegapiła, gdyby nie to, że akurat pracowałam nad przywróceniem strony do życia i w trakcie pracy natknęłam się na zdjęcia „C” klusek. Udało mi się dzisiaj zamienić kilka słów z właścicielami Citroena i Carismy – zupełnie niespodziewanie, dostarczyli mi oni sporej dawki zdjęć dorosłych już kociaków! Co jedne to piękniejsze!

Carisma mieszka po sąsiedzku, niedaleko moich rodziców i jest bardzo podobna do swojego tatusia. Podobno jest kotką wybredną, jeśli chodzi o jedzenie, ale właściciele nie wyobrażają sobie już bez Niej życia.

carisma20151

Citroen natomiast, mieszka ze sporym stadem kotów i zdecydowanie się wyróżnia na ich tle – nie tylko kolorem, ale i wielkością. Cierpi na astmę, ale to Mu chyba kompletnie nie przeszkadza w harcach i szczęśliwym życiu.


10291118_10202120777926311_7399106933343520499_n

Życzę wszystkim „C” kluskom oraz ich właścicielom kolejnych cudownych lat razem! :-)


26.02.2014: Happy Hannah kastratką

Wygląda na to, że Hannah wróciła do zdrowia. Wszystkie parametry wątrobowe są w normie, a kotka dorobiła się już nawet lekkiej nadwagi.

Tak, jak widać na powyższym zdjęciu, wczoraj Hannah została szczęśliwą kastratką. Zabieg zniosła dzielnie, chociaż niespecjalnie chciała dać się uśpić. Weterynarz był wyraźnie zaskoczony wielkością narządów rodnych. Że niby jak na kota, to wyjątkowo duże? Ależ.


23.02.2014: 6 lat Drakuli i 3 lata miotu „D”

Mój kochany Drakula Chaton Roux*PL, obchodzi dzisiaj swoje 6 urodziny! W dalszym ciągu jest największym pieszczochem świata i mimo „poważnego” wieku, wciąż zachowuje się jak kociak. Nie mam Mu tego za złe, wręcz przeciwnie, właśnie za to uwielbiam Go najbardziej :-)

Miot „D”, jutro będzie obchodził swoje 3 urodziny, ale patrząc na syna Drakuli, który mieszka z moimi rodzicami, widzę, że niedaleko pada jabłko od jabłoni :-)

Delhi Formellot*PL to najmniejszy kot rasy NFO, jakiego w życiu widziałam. Jest za to wielki duchem i charakterem. Nie boi się niczego. Gdy ogląda telewizję, atakuje z równym zapałem zarówno tygrysy, jak i słonie! Jest miłośnikiem sportów zimowych, szczególnie łyżwiarstwa oraz skoków narciarskich.

Wszystkim kociakom z miotu „D” życzę wszystkiego najcudowniejszego, a ich właścicielom, życzę kolejnych cudnych lat spędzonych z ukochanymi kociakami :) i dziękuję za to, że stworzyli im wspaniałe, kochające domy.


21.02.2014: 5 lat „A” kotków!

Zdjęciem poniżej, Olivka i Łukasz, u których mieszkają Agnar i Arion, przypomnieli mi dzisiaj, że pierwszy miot, który urodził się w mojej hodowli ma już 5 lat! Zupełnie nie wiem, kiedy to zleciało! :)

Wszystkim „A” kotkom z okazji ich 5 urodzin, życzę kolejnej szczęśliwej piątki, albo nawet dwóch czy trzech! :)


10.12.2013: Jest poprawa

19 listopada, wyniki Hanki wyglądały bardzo źle. Wszystkie trzy enzymy wątrobowe, przekraczały dopuszczalną normę: GOT – 140 U/l, ALP – 104 U/l, GPT – 295 U/l. Kotka nie chciała jeść, była apatyczna i ważyła niecałe 3,5 kg.

Ustaliliśmy z weterynarzem leczenie oraz dietę wątrobową.

30 listopada, widać było niewielką poprawę w zachowaniu. Kotka jadła nieco więcej, była bardziej aktywna, ale nadal bez szaleństwa. Waga wzrosła do 3,6 kg. Ucieszyło mnie, że nareszcie stawia opór, przy podawaniu lekarstwa. Kontynuujemy leczenie.

9 grudnia, poprawa jest znaczna. Wykonaliśmy kontrolne wyniki, które wykazały, że dwa enzymy są w normie, ale jeden nadal jest podwyższony. Zanotowaliśmy jednak spadek z 295 do 170. Waga kotki wynosi 3,8 kg.


20.11.2013: Pan kotek był chory

Jeśli macie kota, który każdego dnia, robi Wam pobudkę pięć minut przed budzikiem – cieszcie się, nawet, jeśli macie ochotę go zamordować. Jeśli macie kota, który ciągle domaga się uwagi i nie pozwala Wam się skupić – cieszcie się i poświęćcie mu kilka chwil, nim dacie się wciągnąć w wir pracy. Jeśli macie kota, który każdego ranka, pojawia przy misce jako pierwszy, bez względu na to, czy i jak bardzo jest najedzony – cieszcie się, nawet jeśli ma lekką nadwagę i wypadałoby ograniczyć mu jedzenie. Cieszcie się, że Wasz kot, każdego dnia zachowuje się podobnie. Dlaczego? O tym dowiecie się z dalszej części tekstu.

Główną bohaterką tekstu, jest moja sześcioletnia kotka Happy Hannah, która żyje dla ludzkich rąk i atencji. Ma w sobie niezużyte pokłady czułości, którymi pragnie obdarować każdego, kto posiada dłonie do głaskania i jest gotów ich użyć. Kotka, która głośno się ze mną wita, gdy wracam z pracy i żegna, gdy wychodzę. Kotka, który zawsze jest obok, jako pierwsza przybiega do miski i jest ozdobiona swoistą „tłuszczową falbanką”. Absolutny przywódca stada, najbardziej przywiązany do człowieka kot, jakiego miałam okazję poznać.

Kilka dni temu, zorientowałam się, że Hanki nie ma na widoku, co było dla mnie zaskoczeniem, gdyż jedyną „kryjówką” w Jej przypadku, jest parapet, a konkretnie – przestrzeń między szybą, a roletą. Kiedy znalazłam Ją śpiącą w budce drapaka (która to leżała odłogiem jakieś 3 lata), najpierw uśmiechnęłam się na widok słodkiego kłębuszka, a następnie zastanowiłam. Niby nic takiego, ale nie dawało mi to spokoju – dlaczego śpi właśnie tam?!

Drugim alarmującym objawem, była nieobecność Hanki w porze karmienia oraz brak reakcji z Jej strony, na dźwięk otwieranej puszki. Machnęłam na to ręką (bez przekonania), tłumacząc sobie, że pewnie jadła, nim wróciłam z pracy. Kiedy jednak następnego dnia rano, nie pojawiła się przy misce – zaniepokoiłam się nie na żarty. Jednodniowy strajk głodowy w Jej wykonaniu, nie był dla mnie niczym nowym, gdyż wiem, że potrafi unieść się honorem i nie jeść, gdy nie dostanie tego, na co liczyła (np. fileta z kurczaka, który przeznaczony był na obiad dla człowieka, a nie dla kota), więc ostatecznie zdecydowałam, że zacznę się martwić na serio, gdy wrócę z pracy, a Ona nadal nie będzie chciała jeść. Nie chciała.

Oprócz tego, zanotowałam „wypłoszony look”, a kiedy wzięłam Ją na ręce, żeby Jej się dokładnie przyjrzeć, z przerażeniem stwierdziłam, że chyba nigdy w życiu nie była taka lekka. Pod palcami czułam każdą kosteczkę, a przecież była to kotka z wyraźną nadwagą. Siedziała na moich kolanach ponad godzinę i nie zaprotestowała nawet wtedy, gdy obcinałam Jej pazury – co definitywnie świadczyło o tym, że jest źle. Wpadłam w panikę. Oczami wyobraźni, widziałam bowiem zaawansowane stadium nowotworu oraz rychłą śmierć kotki. Tak przecież było z matką Hanki – Evitą, która swego czasu nagle schudła, a następnie odeszła z powodu raka.

Wczoraj po południu, weterynarz wykluczył to, czego obawiałam się najbardziej, ale potwierdził moje obawy – jest źle. O ile morfologia jest książkowa, nerki i trzustka w porządku, tak enzymy wątrobowe przekroczone wielokrotnie. Na początek Zentonil i dieta dla kotów wątrobowych. W czwartek kontrolna wizyta. Jeśli stan kotki się poprawi, za dwa tygodnie próby wątrobowe do powtórki, jeśli nie – będziemy działać wcześniej. Cholernie się martwię i boję.

Cała ta sytuacja, utwierdza mnie w przekonaniu o tym, jak bardzo ważne jest, zwracanie uwagi na najdrobniejsze zmiany w zachowaniu naszych kotów i szybkie podejmowanie odpowiednich kroków. Nie należy lekceważyć niczego, co wydaje nam się choć trochę podejrzane, gdyż nic nie dzieje się bez przyczyny. Wolę nie myśleć, co by było, gdybym podeszła do sprawy na zasadzie: „nie chce jeść? To dobrze się składa, może uda Jej się w końcu zgubić nadwagę”. Mogłam przecież zignorować całą sytuację i cieszyć się tym, że nareszcie mogę spokojnie pracować bo Hanka nie pakuje mi się na kolana, nie tryka baranków i nie zaczepia mnie łapą, a po prostu grzecznie śpi sobie w budce i jest oazą spokoju.

Bądźcie czujni. Jeśli upierdliwy kot-budzik dał Wam pospać kwadrans dłużej niż zwykle, nie należy tego bagatelizować (choć może faktycznie, tym razem się nad Wami zlitował), tylko dokładnie Mu się przyjrzeć. Jeśli kot, który kocha towarzystwo człowieka, nagle zaczyna Was unikać i śpi w miejscach, które wydają Wam się dziwne – nie ignorujcie tego. Miejcie oczy szeroko otwarte, zwracajcie uwagę na każdy, nawet z pozoru nieistotny szczegół i reagujcie. Może to bowiem oznaczać, że stan zdrowia Waszego kota, uległ nagłemu pogorszeniu i konieczna jest natychmiastowa wizyta u weterynarza.


12.04.2013: Szczecińska Della

Della to kotka, która chyba najdłużej czekała na nowy dom. Już się pogodziliśmy z tym, że zostanie u rodziców. Wrzuciłam jednak na forum informację – w końcu nigdy nie jest za późno, a nadzieja umiera ostatnia.

Ktoś przeczytał post, przekazał informację dalej, a potem, kolejny raz okazało się, że świat jest mały, więc odezwała się do mnie znajoma, iż jest ktoś, kto bardzo chciałby kota i że Ona ręczy za Niego głową. Trudno o lepszą rekomendację. Nim się obejrzałam, Della zamieszkała w Szczecinie z Robertem oraz Jego rodziną.

Nowy właściciel zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Jego entuzjazm i radość w oczach, przekonały nie tylko mnie, ale również moich rodziców (co było w zasadzie jednym z ważniejszych punktów spotkania!) o tym, że Błyskotce na pewno będzie w nowym domu dobrze. Nie obyło się oczywiście bez łez. Jednak tak jak wspomniałam Robertowi – te łzy i smutek mijają, gdy człowiek widzi pierwsze zdjęcia z nowego domu i otrzymuje pierwsze newsy.

Na Facebooku, już z trasy pojawiły się pierwsze zdjęcia, kolejne następnego dnia… i co jakiś czas, pojawiają się nowe. Cieszy mnie, że mogę obserwować jak kotka aklimatyzuje się w nowym domu, jakie miejsca wybiera. Dzięki temu nie czuję, że opuściła nas na zawsze i w razie czego, jestem pod ręką, żeby służyć radą :-)


23.02.2013: Pięć lat

Lipiec 2008, moje imieniny, Sopot. Razem z moim ówczesnym Mężem, pojechaliśmy tam, by odebrać – prosto z wystawy – mój wymarzony imieninowy prezent – czarnego, pręgowanego klasycznie kocurka Drakulę Chaton Roux*PL, który dzisiaj kończy równo PIĘĆ LAT.

Kocur, który pozwolił zasmakować pierwszych prawdziwych sukcesów wystawowych. Rozkochał mnie w sobie od pierwszego spotkania i zajął w moim sercu szczególne miejsce. Drakula, mój słodki Miś – przytulaśny chłopczyk, który zawsze wita mnie, wskakując na blat i zarzucając mi łapki na szyję. Kot, który jako pierwszy układa się koło mnie w łóżku i który jako pierwszy wita mnie każdego dnia. Mój najlepszy koci przyjaciel i tatuś najcudowniejszego miotu, jaki do tej pory mi się urodził.

Dwa dni temu, swoje urodziny obchodziły również kocięta z miotu “A”. Czwarte?! Ale jak to? Przecież one dopiero co się urodziły! Głowę bym sobie dała obciąć, że to było wczoraj!

Jutro natomiast, drugie urodziny będą świętowały „D”zieci dzisiejszego Jubilata. Della i Delhi zostaną przeze mnie osobiście wygłaskane, ale całą resztę proszę ode mnie urodzinowo wymiziać! :-)

Wszystkiego najcudowniejszego!


22.02.2013: Mówić, nie mówić?

Hodowcy kotów powinni wymieniać się swoimi doświadczeniami i dzielić obserwacjami tak, jak czynią to ludzie, którzy zajmują się badaniem podobnych zjawisk – co do tego, nikt nie ma żadnych wątpliwości. Ktoś zaraz zapytałby, o co mi chodzi, przecież istotnie – dzielą się! Istnieją nawet specjalne, stworzone między innymi w tym celu, kocie fora internetowe. Tylko czy aby na pewno jest tak, jak wielu z nas by sobie życzyło? Śmiem wątpić. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniami i na początek, przytaczam własną historię.

Gdy zaczynałam swoją przygody hodowlaną, miałam silną potrzebę dzielenia się z bardziej doświadczonymi hodowcami, nie tylko radościami, ale przede wszystkim swoimi wątpliwościami i problemami. Liczyłam na wskazówki, wsparcie i dobre słowo. Niestety, szybko przekonałam się, że w pewnych kręgach oraz kwestiach, szczerość nie popłaca.

Kiedy na forum wspomniałam o tym, że moja kotka na łapce ma nietypową zmianę, która mnie niepokoi, znaleźli się ludzie, którzy przypuścili lincz na hodowlę, z której pochodziła moja kotka. Nieważne było to, że kot trafił do mnie zdrowy i w doskonałej kondycji. Liczyło się tylko to, że można hodowli przykleić etykietkę, która bardzo utrudni jej funkcjonowanie w kocim świecie. To było przykre doświadczenie. Głównie dlatego, że najbardziej oberwało się cudownym ludziom, którzy w żadnym stopniu nie byli odpowiedzialni za to, co się stało.

Po tej bolesnej lekcji, na zmianę nachodziły mnie dwie refleksje – dwie zupełnie odmienne drogi, którymi mogłabym pójść.

Najpierw chciałam zamilknąć i już nigdy nie pisać o swoich problemach, a na forum dzielić się jedynie sukcesami i dobrymi wiadomościami. Nawet, jeśli to wyjście posiadało pewne zalety, miało też jedną, bardzo istotną wadę – nic by nie zmieniło. Gdyby każdy hodowca poszedł za moim przykładem, utknęlibyśmy w martwym punkcie i już nigdy nie ruszyli z miejsca. Czy w takiej sytuacji rozwój byłby w ogóle możliwy? I czy kiedykolwiek byśmy dowiedzieli się np. o chorobie spichrzeniowej glikogenu typu IV (GSD IV)? Wątpię.

Postanowiłam, że niczego nie będę ukrywała. Zamierzałam głośno mówić o wszelkich trudnościach, na jakie mogłam się natknąć. Ciężki poród z powikłaniami? Problemy z kociakiem, który traci na wadze? Chciałam dzielić się nietypowymi obserwacjami. Chciałam głośno mówić o błędach, jakie popełniłam, żeby uczulić na nie innych. Chciałam być szczera i nie zamierzałam udawać, że hodowla to droga usłana różami. Liczyłam, że ludzie to docenią.

Nie mogę powiedzieć, że popełniłam błąd, gdyż faktycznie, kilka osób przyznało, iż zdecydowało się na zakup kociaka ode mnie, ponieważ nie bałam się mówić wprost o jego wadach, nie tylko fizycznych, ale również tych, dotyczących charakteru. Jeśli kociak był nieufny, mówiłam o tym wprost. Jeśli odstawał od rodzeństwa, albo był wyjątkowo podatny na pewne przypadłości, też tego nie ukrywałam.

Jakiś czas później, nie zauważyłam ciąży u jednej z moich kotek. Gdy się zorientowałam, Hannah praktycznie zaczynała rodzić. Niestety, kociak urodził się martwy, z rozszczepem podniebienia, a ja przez pół dnia wypłakiwałam swój żal w poduszkę. Część hodowców dzwoniła ze wsparciem i słowami otuchy, za które byłam im wdzięczna, ale część dała mi do zrozumienia, że to wszystko moja wina.

Co z Ciebie za hodowca, skoro nie zauważyłaś ciąży?
Nigdy więcej nie powtarzaj tego krycia – ja bym tak zrobiła.
Wysterylizuj tę kotkę bo i tak jest beznadziejna.

Można się załamać, prawda? Nie zamierzałam się poddawać, ani milczeć!

Pewnego dnia, opublikowałam w sieci zdjęcie kociaków z miotu “C”, u których widać było przymrużone (łzawiące) oko. Z prędkością światła, koci świat obiegła wiadomość o tym, że mam chore kociaki i na pewno wszystkiemu winny jest cornish rex, którego rok wcześniej przywiozłam z lubelskiej hodowli (w której notabene zmarło wówczas sporo kociąt). Na nic zdało się tłumaczenie, że cornish, kiedy do mnie przyjechał, był całkowicie zdrowy i nie wykazywał żadnych chorobowych objawów. Było mi strasznie przykro, gdy ludzie, którzy zarezerwowali wcześniej kociaki, nagle zaczęli rezygnować – co podobno doradzili im “zaprzyjaźnieni” ze mną hodowcy. Byłam smutna i zdesperowana do tego stopnia, że zleciłam weterynarzowi dokładne przebadanie wszystkich moich kotów. Pan doktor łapał się za głowę, gdy po kolei wykluczaliśmy wszelkie możliwe choroby układu oddechowego, FIV, FIP oraz kocią białaczkę.

Tak być nie powinno. Jeśli się przed kimś otwieram i mówię o swoich problemach – to nie robię tego po to, żeby ten ktoś wykorzystywał tę wiedzę przeciwko mnie. Mówię o tym, gdyż liczę na jakąś wskazówkę, radę i mam nadzieję, że znajdę w tej walce sojusznika, a nie wroga.

Czy fakt, że stanowimy dla siebie swego rodzaju konkurencję, usprawiedliwia oczernianie nas przed innymi? Dlaczego nie potrafimy docenić tego, że ktoś opowiada nam o tragedii, jaka przydarzyła się jego hodowli? Dlaczego zamiast wspierać się wzajemnie, szukamy “haczyka”, który będziemy mogli wykorzystać przeciwko sobie?

Szanuję każdego hodowcę, który publicznie opowiada o tym, co go spotkało i nie boi się, że go zlinczują, albo przypną mu etykietkę odpowiednią dla rodzaju problemu. Trzeba mieć w sobie naprawdę dużo siły i być niezwykle odpornym na krytykę. Dziękuję wszystkim tym, którzy nie zważając na konsekwencje, nie wstydzą się popełnianych błędów i potrafią się do nich przyznać. A przede wszystkim, dziękuję wszystkim tym, którzy nigdy we mnie nie zwątpili i wspierali mnie w trudnych chwilach.

Z drugiej strony, doskonale rozumiem tych, którzy o swoich problemach milczą. I w sumie, mając takie, a nie inne doświadczenia, wcale im się nie dziwię.


11.09.2012: Żegnaj Evito

W dniu dzisiejszym, odeszła za Tęczowy Most w wieku 10 lat, matka naszej Hanki – Evita von Chrissy. Evita, najbardziej szalona kotka, mieszkająca w hodowli Togo*PL. Kotka, po której nasza Hannah odziedziczyła chyba wszystkie możliwe cechy.

Evita na zawsze pozostanie w moim serduchu oraz pamięci. Jej kopię mam przecież pod swoim dachem, a Jej krew płynie również w Jej cudnych wnukach.

Gosiu, Tomku, bardzo Wam współczuję i jednocześnie dziękuję, że mogę mieszkać pod jednym dachem z Jej córką.